Social Media to nie tylko doskonałe narzędzie do promowania marek, nawiązywania nowych znajomości, czy budowania własnego wizerunku. Wkroczyliśmy w epokę, w której możemy pomagać ludziom z całego świata na niespotykaną dotąd skalę. Ale żeby nie było tak kolorowo, zacznijmy od drugiej strony medalu.

Historia numer jeden

Siedzę w kawiarni. Do stolika obok przysiada się para. On prawie cały czas przegląda coś w telefonie, ona w jednym uchu ma słuchawkę. Piją kawę, czasami coś do siebie mówią. Po prawej stronie widzę grupkę znajomych, prawie żadna z nich nie rozstaje ze swoim smartfonem. Historia numer dwa
Essena O’Neill miała ponad 700 tys. obserwujących na Instagramie, współpracowała z największymi markami, a jej życie z pozoru wyglądało jak bajka. Nastolatka i wschodząca gwiazda social mediów nie wytrzymała presji. Nagrała dramatyczny film, w którym „obnaża” hipokryzję socialmediowego świata, w którym wszystko jest na pokaz i sprzedaż. W kilkunastominutowym filmiku dobitnie stwierdza, że jej marzenie o byciu sławną stało się koszmarem.

Coraz częściej słyszę negatywne opinie różnych mędrców, którzy snują czarne wizje o zniewoleniu, uzależnieniu od Facebooka, Instagrama i tak dalej. Zawsze powtarzam wtedy, jak mantrę – wszystko jest dla ludzi. Niektórzy uzależniają się od podróżowania inni od kawy, a z kolei jeszcze inni poznają miłość swojego życia na Tinderze. Facebooka można „wykorzystać” do różnych celów. W tym artykule skupię się na nieco innym temacie.

Historie, których się nie zapomina

hony
https://www.facebook.com/humansofnewyork/

Większość z Was zapewne kojarzy fanpage Humans of New York. Jego założycielem jest fotograf i podróżnik Brandon Stanton, który swój projekt rozpoczął od portretowania mieszkańców Nowego Jorku. Do każdego zdjęcia dołączona jest krótka historia związana z daną postacią, dzięki czemu przedstawione obrazy są czymś więcej niż zwykłą fotką cyknięta na ulicy.
„Zwykli bohaterowie ulicy” są „żywi”. Każdy z nich ma coś do opowiedzenia. Społeczność Humans of New York liczy na Facebooku ponad 16 milionów ludzi z całego świata (na Instagramie 4,3 mln), zdjęcia są udostępniane setki tysięcy razy, a użytkownicy wykazują niesamowite zaangażowanie. I teraz pojawia się pytanie: co zrobić z takim potencjałem?

W 2012 roku huragan Sandy spustoszył północno-wschodnią część Stanów. Setki ludzi straciło dobytek swojego życia, ponad dwieście osób zginęło. Na miejsce tragedii wybrał się Brandon. Sportretował tych, którzy przeżyli.
Na zdjęciach się nie skończyło. Fotograf wspólnie z Davidem Karpem, założycielem portalu Tumblr uruchomili kampanię crowdfundingową, której celem było zebranie 100 tys. dolarów dla ofiar klęski żywiołowej. Przez pierwszą godzinę zebrano… 86 tys. Po zakończeniu zbiórki kwota przekroczyła 300 tysięcy dolarów.

To tylko początek działalności charytatywnej Brandona. W 2013 roku pod szyldem „Bring Richard Home” uruchomiono kampanię dla osieroconego chłopca z Etiopii. W przeciągu 90 minut zebrano ponad 83 tysiące dolarów. Celem było 26 tys.

Brandon kontynuuje swoją misję. Fotografuje ludzi z całego świata i pomaga ludziom z całego świata. Można powiedzieć, że godnie i konsekwentnie rehabilituje Kevina Cartera. (Carter zrobił słynne zdjęcie przeraźliwie wychudzonej i konającej dziewczynce podczas klęski głodu w Sudanie. Za nią czaił się sęp. Fotograf odgonił sępa, ale nie udzielił pomocy dziecku).

Pomaganie bez granic

Media społecznościowe idealnie wpisały się trend globalnej wioski niwelując i tak już szeroko otwarte dzięki internetowi granice. Aby pomagać nie trzeba być znanym i cenionym fotografem.

Jako naród też mamy powód do dumy. Polacy chętnie włączają się w akcje crowdfundingowe.

das
https://www.facebook.com/551492108339202/

Wystarczy tutaj chociażby wspomnieć o niedawnej akcji „Łukasz kontra pół miliona za życie”, której celem było zebranie 500 tysięcy złotych na kosztowną terapię przeciwciałami dla chorego na Łukasza białaczkę. Lekarz powiedział mu wprost: bez terapii pozostał ci tydzień życia. Obyło się bez zainteresowania prasy, radia i telewizji. Ludzie spontanicznie udostępniali link prowadzący do serwisu siepomaga.pl. Wymaganą kwotę zebrano w ciągu trzech dni!

Facebook zmieni oblicze crowdfuningu?

Oczywiście, Facebook już zmienił oblicze akcji charytatywnych. Stał się nieodłącznym narzędziem używanym do promowania tego typu inicjatyw, dzięki niemu zasięg kampanii jest nieporównywalnie większy, ale może zrobić znacznie więcej.

 

fbdonate
https://www.facebook.com/marketing/

Pod koniec sierpnia na Facebooku wprowadzono nową funkcję, która nazywa się po prostu donate,dedykowaną organizacjom non-profit. Teraz wystarczy w zasadzie jedno kliknięcie z poziomu Fanpage’a lub postu na tablicy (oczywiście wcześniej trzeba „spiąć” naszą kartę kredytową z Facebookiem) żeby wpłacić pieniądze na konto danej fundacji.

W połowie listopada uruchomiono pierwszą na świecie kampanię crowdfundingową na Facebooku. Celem było zebranie 50 tys. dolarów, które miały zostać przeznaczone na pomoc dla uchodźców z Syrii. Co prawda wymaganej kwoty nie udało się zebrać, ale wynika to w dużej mierze z tego, że aplikacja jest we wczesnej fazie testowania i szerzej jeszcze mało kto wie, że takie rozwiązanie istnieje.

facebook
https://www.facebook.com/donate/

Po prostu pomoc

Całego świata nie naprawimy, ale możemy spróbować pomóc konkretnej osobie, możemy przeznaczyć pieniądze na schronisko, możemy bardzo dużo. Tym bardziej cieszy fakt, że Facebook nie koncentruje się jedynie na tym, jak pomnażać swoje zyski. Wyobrażacie sobie, o ile więcej pieniędzy mogła zebrać organizacja ALS podczas słynnej akcji Ice Bucket Challenge, gdyby wtedy działał przycisk donate? Ja sobie wyobrażam i mam nadzieję, że potencjał drzemiący w mediach społecznościowych będzie konsekwentnie rozwijany, także w tym bardziej szlachetnym kierunku. Bo jest to kierunek po prostu dobry.

Żródłowy artykuł znajduje się na stronie mediarun.

Autor artykułu: Wiktor Orzeł